Atlanta czyli cnn, cola i burgery

Kolejny dzień spędziliśmy cały w trasie z małymi przerwami na jedzenie i dłuższą przerwą w outlecie. Przejeżdżając przez Kentucky nie mogliśmy się nie zatrzymać w KFC skąd pochodzi ten fast food. Jedyne co przychodzi mi do głowy jak pomyślę o tym co jedliśmy, że było to najgorsze KFC jakie kiedykolwiek odwiedziliśmy. Jedzenie było dosłownie nie do zjedzenia… Jeżeli chodzi o outlety to nie ma tu zbyt wiele do opisywania jak tylko stwierdzenie, że pochłonął mnie shopping 🐼

Zobaczcie sami jak prezentowało się najgorsze jedzenie w lokalu KFC:

Podróż z Chicago do Atlanty była dość długa, bo ponad 1 tys. km dlatego też nie było możliwości żebyśmy tego dnia coś jeszcze zwiedzali. Do hotelu który znajdował się jakieś 20 minut przed Atlantą przyjechaliśmy bardzo późno, bo około 1 w nocy. Jak na przekór mieliśmy tam zarezerwowany najfajniejszy nocleg w którym zatrzymywaliśmy się na trasach. Niestety padnięci po ciężkim dniu nie mieliśmy szansy skorzystać chociażby z basenu. Z tego względu wychodzimy z założenia, że na trasach najważniejsze żeby hotel był czysty, blisko głównej drogi  i w dobrej cenie. 

Dzień w Atlancie zapowiadał się bardzo intensywnie. Jak zwykle wcześnie rano pobudka i ruszyliśmy na zwiedzanie miasta. Już na samym początku w Centennial Olympic Park nie obeszło się bez wpadki – dosłownie.

I jak Atlanta?

Bardzo fajnie! Był mega przyjemny klimat, czysto, zielono i nawet pogoda była super.

Odwiedziliśmy: CNN, Oceanarium oraz muzeum Coca-Coli. Każde z tych miejsc jest warte polecenia i uważam, że jest to must have podczas wizyty w tym mieście. 

W CNN mieliśmy wykupioną wycieczkę po stacji żeby zobaczyć jak wygląda ich praca od drugiej strony. Wycieczka była na prawdę bardzo dobrze zorganizowana z możliwością zobaczenia programu który był transmitowany na żywo. Przewodnik był rzeczowy i zabawny więc spędziliśmy bardzo miło czas. Zobaczcie sami jak to wyglądało.

Georgia Aquarium jest bardzo ładne i dość duże więc obawialiśmy się, że nie starczy nam czasu na kolejny punkt zwiedzania. Myślę, że jest to fajne miejsce do odwiedzenia w szczególności z dziećmi. Sami zobaczcie jak było ładnie.

Muzeum Coca-Coli zrobiło na nas bardzo dobre wrażenie. Jest świetnie zaprojektowane oraz przemyślane. Oczywiście na samym początku jest „wyciskacz łez” tzn. wchodzi się do sali kinowej gdzie pokazują filmik jak to coca-cola świetnie łączy ludzi. Materiał był bardzo dobrze przygotowany ewidentnie przez ekspertów od wizerunku firmy. Cała wycieczka jest etapowa i po kolei wchodzi się do pomieszczeń w których jest pokazana historii od samego początku. Oczywiście jest też tajemniczy sejf w którym trzymana jest receptura coca-coli. Cała otoczka wokół tego sejfu jest dość zabawna natomiast było to fajne przeżycie. Pod koniec wycieczki wchodzi się do pomieszczenia gdzie są wszystkie napoje z całego świata które produkuje Coca-Cola i oczywiście można je próbować do woli. Przy wyjściu dostaje się darmową butelkę coca-coli i standardowo aby opuścić muzeum trzeba przejść przez sklepik. Można w nim kupić gadżety z logo producenta czy coca-colę w różnych butelkach. 

Gdzie zjeść?

Burgera w Ted’s Montana Grill. Były to najlepsze burgery jakie jedliśmy do tej pory. Jako starter serwowali domowej roboty chipsy które były równie pyszne. Miejsce miało również super południowy klimat oraz miłą obsługę. Lepiej zobaczcie sami.

Co zobaczyliśmy:

Gdzie spaliśmy dziesiątego dnia: Econo Lodge Moss Point – Pascagoula, 6623 MS-63, Moss Point, MS 39563, Stany Zjednoczone

A wy gdzie jedliście najlepsze burgery? Zapraszam do zostawienia komentarza oraz śledzenia bloga. W kolejnym wpisie pokażę niesamowicie mroczne miasto na mapie USA. 

*podróż z 2016 roku

Podziel się z innymi
Dowiecie się o mnie więcej czytając tego bloga :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Scroll to top